Cena Ferrari w Polsce potrafi zmienić się z poziomu, który wygląda jak „drogi samochód”, do kwoty zarezerwowanej dla bardzo wąskiej grupy kupujących. Różnicę robi nie tylko model, ale też rocznik, stan, konfiguracja, podatki i to, czy auto pochodzi z polskiej sieci, czy z importu. Poniżej rozkładam ten temat na praktyczne widełki i pokazuję, na jakie wydatki trzeba się przygotować poza samą ceną zakupu.
Najważniejsze liczby, które trzeba znać przed zakupem
- Nowe Ferrari w Polsce zaczyna się dziś mniej więcej od 1,55–1,65 mln zł w przypadku Amalfi, a Purosangue przekracza 3,25 mln zł.
- Na rynku wtórnym da się znaleźć Ferrari za ok. 389–600 tys. zł w klasie California/California T oraz 530–800 tys. zł przy Portofino.
- Współczesne modele, takie jak Roma, potrafią kosztować blisko 1 mln zł nawet jako auta używane.
- Akcyza dla samochodów z silnikiem powyżej 2000 cm3 wynosi w Polsce 18,6% podstawy opodatkowania, więc import mocno podbija budżet.
- Ferrari przewiduje dla nowych aut 3-letnią gwarancję i 7-letni program regularnego serwisu, ale to nie zastępuje planu na dalszą eksploatację.

Jak wyglądają ceny nowych i używanych Ferrari
Gdy patrzę na obecny rynek, widzę dwa zupełnie różne światy. Nowe Ferrari to poziom od około 1,55 mln zł wzwyż, a w autach bardziej prestiżowych i mocniejszych budżet szybko przeskakuje kolejne miliony. Używane egzemplarze dają niższy próg wejścia, ale i tam mówimy o kwotach, które dla większości marek premium byłyby już absolutnym szczytem oferty.
Przeliczenie robię po kursie NBP z 15 maja 2026 r., kiedy euro kosztowało 4,2489 zł. To ważne, bo przy cenach podawanych w euro nawet drobna zmiana kursu robi różnicę liczoną w dziesiątkach tysięcy złotych.
| Segment | Przykładowy model | Orientacyjna cena | Co to oznacza w praktyce |
|---|---|---|---|
| Nowe GT | Amalfi | około 1,55–1,65 mln zł | Wejście do świata nowych Ferrari bez poziomu superauta z limitowanej serii. |
| Nowy SUV | Purosangue | ponad 3,25 mln zł | Najdroższy typ regularnego Ferrari w aktualnej ofercie, bardzo mocny punkt odniesienia dla rynku. |
| Używane starsze V8 | California, California T | ok. 389–600 tys. zł | Relatywnie najniższy próg wejścia, ale z dużą rozpiętością stanu i historii. |
| Używane nowsze GT | Portofino | ok. 530–800 tys. zł | Dobry kompromis między nowocześniejszą konstrukcją a jeszcze „ludzką” ceną jak na Ferrari. |
| Używane współczesne coupe | Roma | około 1 mln zł | Pokazuje, że nawet nowsze Ferrari bez wielkiej historii potrafi kosztować jak bardzo drogi dom na kołach. |
Na rynku wtórnym widać to bardzo wyraźnie. Starsza California potrafi kosztować 389 tys. zł, California T 479–600 tys. zł, Portofino 530–799,9 tys. zł, a Roma dochodzi do 999 999 zł. To dobry sygnał dla kupującego: sama marka nie wystarcza do wyceny, bo rocznik, specyfikacja i stan potrafią przesunąć budżet o setki tysięcy.
Sam poziom kwoty to jednak dopiero początek, bo w Ferrari równie ważne jest to, skąd ta różnica się bierze. I właśnie to najlepiej widać w kolejnej sekcji.
Co najbardziej podbija kwotę
Ja przy Ferrari patrzę na pięć rzeczy, które w praktyce robią największą różnicę w cenie końcowej:
- Model i silnik - V12 i limitowane serie są droższe niż klasyczne V8 czy nowsze hybrydy plug-in. W Ferrari moc i charakter napędu realnie przekładają się na wartość auta.
- Rocznik i przebieg - niskie przebiegi są premiowane, ale tylko wtedy, gdy idą w parze z pełną historią serwisową.
- Konfiguracja - Ferrari mocno stawia na personalizację; lakier, skóra, karbon, felgi i hamulce potrafią podnieść cenę o bardzo wyraźną kwotę.
- Stan i pochodzenie - auto z polskiej sieci lub z pełnym dossier zwykle kosztuje więcej niż sprowadzony egzemplarz bez jasnej przeszłości.
- Rzadkość - im bardziej nietypowy model albo wersja specjalna, tym mniej sensu mają porównania z „zwykłymi” ogłoszeniami.
W praktyce najbardziej mylące są egzemplarze „prawie takie same” z pozoru identycznym nadwoziem. Dwa Portofino mogą różnić się ceną o kilkaset tysięcy złotych tylko dlatego, że jedno ma lepszą specyfikację, historię serwisową i bardziej pożądany kolor. To właśnie dlatego przy Ferrari nie kupuje się tylko mocy, ale też kombinacji rzadkości i stanu zachowania.
Na takim tle bardzo wyraźnie widać, że nowe i używane Ferrari to dwa różne scenariusze zakupu. I to nie tylko finansowo, ale też organizacyjnie.Nowe czy używane Ferrari
Wybór między nowym a używanym egzemplarzem zwykle nie dotyczy wyłącznie ceny. Chodzi też o spokój, przewidywalność i sposób, w jaki chcesz tym autem żyć.
| Wariant | Największe plusy | Największe minusy | Dla kogo ma sens |
|---|---|---|---|
| Nowe Ferrari | Pełna konfiguracja pod siebie, brak historii wypadkowej, 3-letnia gwarancja i 7-letni program serwisowy. | Najwyższa cena, dłuższe oczekiwanie, największa utrata wartości na początku. | Dla kupującego, który chce dokładnie swój egzemplarz i nie chce iść na kompromisy. |
| Używane Ferrari | Niższy próg wejścia, często szybka dostępność, nierzadko bardzo bogata specyfikacja. | Trzeba dokładnie sprawdzać historię, zużycie i jakość wcześniejszych napraw. | Dla kogoś, kto chce wejść do marki bez płacenia pełnej ceny nowego auta. |
Jeśli mam wskazać jeden praktyczny wniosek, to taki: przy używanym Ferrari lepiej zapłacić więcej za udokumentowaną historię niż mniej za egzemplarz „po prostu ładny na zdjęciach”. W tej marce oszczędność na starcie potrafi zamienić się w bardzo drogi serwis po kilku miesiącach. Z kolei nowe auto ma sens wtedy, gdy zależy ci na konkretnym kolorze, wnętrzu i pełnym spokoju na początku użytkowania.
Kiedy już wiadomo, który wariant ma sens, trzeba policzyć koszty, których w ogłoszeniu zwykle nie widać. To właśnie one najczęściej zaskakują najbardziej.
Jakie koszty dochodzą po zakupie
Sam zakup Ferrari to często tylko pierwszy rachunek. W Polsce, przy aucie z silnikiem powyżej 2000 cm3, kluczowa jest akcyza - 18,6% podstawy opodatkowania. Przy aucie wartym 500 tys. zł oznacza to około 93 tys. zł dodatkowego kosztu jeszcze przed rejestracją, ubezpieczeniem i pierwszym wyjazdem.
- Akcyza - największy dodatkowy wydatek przy imporcie, szczególnie przy mocnych silnikach Ferrari.
- Rejestracja i formalności - mniejsze niż akcyza, ale nadal obowiązkowe.
- Ubezpieczenie - OC jest konieczne, a AC przy takiej wartości staje się w praktyce elementem budżetu, nie dodatkiem.
- Serwis - Ferrari przewiduje 3-letnią gwarancję fabryczną i 7-letni program regularnego serwisu, ale przy starszym aucie trzeba liczyć się z obsługą premium po stronie właściciela.
- Eksploatacja - opony, hamulce ceramiczne, geometria, akumulator i przechowywanie auta są dużo droższe niż w zwykłym samochodzie.
Ja zawsze powtarzam: przy Ferrari nie planuje się tylko zakupu, ale też pierwszego roku życia auta. Jeśli budżet starcza ledwo na cenę z ogłoszenia, to jeszcze nie jest budżet na realne posiadanie. I właśnie dlatego sensowne podejście do zakupu jest tu równie ważne jak sam wybór modelu.
Jak kupić rozsądnie i nie przepłacić
Największy błąd kupujących Ferrari polega zwykle na tym, że patrzą na samą cenę wyjściową i zakładają, że reszta „jakoś się ułoży”. Przy tej klasie auta właśnie reszta decyduje o tym, czy zakup będzie przyjemnością, czy finansową pułapką.
- Sprawdź pełną historię serwisową - najlepiej w autoryzowanej sieci, bo to od razu porządkuje temat przebiegów i napraw.
- Porównuj nie tylko rocznik, ale też wyposażenie - w Ferrari dwa identyczne modele mogą reprezentować zupełnie inną wartość.
- Uważaj na egzemplarze po niepełnych naprawach - tutaj najtańsze auto bardzo często okazuje się najdroższe w dłuższym terminie.
- Policz import z wyprzedzeniem - akcyza, transport i formalności potrafią zmienić cały sens „okazji”.
- Dobierz model do sposobu używania - inaczej kupuje się Ferrari na weekendowe przejażdżki, a inaczej auto, które ma jeździć częściej i bardziej przewidywalnie.
Jeśli podejdziesz do tematu chłodno, różnica między rozsądnym zakupem a kosztowną pomyłką jest bardzo duża. I właśnie na tym etapie najlepiej zamknąć budżet szerzej niż tylko przez pryzmat samego ogłoszenia.
Budżet na Ferrari warto liczyć szerzej niż sama cena z ogłoszenia
W 2026 roku najbezpieczniej myśleć o Ferrari w trzech warstwach: cena zakupu, koszty wejścia i rezerwa na pierwszy rok użytkowania. Dopiero taki układ daje realistyczny obraz tego, ile naprawdę trzeba mieć pieniędzy.
Jeśli miałbym zostawić jedną praktyczną myśl, to byłaby ona prosta: bezpieczny budżet na Ferrari to nie tylko kwota zakupu, lecz także margines na akcyzę, serwis, opony, ubezpieczenie i nieprzewidziane naprawy. Dla wielu kupujących rozsądny próg wejścia zaczyna się nie tam, gdzie kończy się ogłoszenie, ale tam, gdzie kończy się komfortowy margines finansowy. Właśnie tak kupuje się Ferrari bez złudzeń i bez późniejszego rozczarowania.